Po imprezie w mieszkaniu są dwa rodzaje prac: te, które wymagają uwagi natychmiast, i te, które spokojnie poczekają do rana. Pomylenie ich kolejności to jedyny sposób, żeby wieczór po przyjęciu spędzić gorzej niż samo przyjęcie.
Plamy na tekstyliach. Wino, kawa i tłuszcz na kanapie albo dywanie. Tu czas rozstrzyga wszystko: świeżą plamę wchłania sucha serwetka, po nocy już nie zawsze. Nie trzyj — tarcie wprowadza płyn głębiej we włókno.
Jedzenie. Wszystko, co się psuje, do lodówki albo na zewnątrz. To kwestia zapachu w najbliższych dniach.
Śmieci. Worek na zewnątrz, a nie do kuchni do rana — tym bardziej jeśli są w nim resztki ryby albo mięsa.
Naczynia, kieliszki, powierzchnie i podłogi spokojnie czekają.
Zacznij od kuchni, a nie od pokoju, w którym siedzieli goście. Kuchnia jest miejscem, gdzie kumuluje się zapach i gdzie praca z czasem nie stanie się łatwiejsza. Potem kieliszki i naczynia, dalej powierzchnie we wszystkich pomieszczeniach, a podłogi na końcu.
Zwykle nie potrzeba pełnego sprzątania mieszkania, tylko dwóch–trzech godzin pracy z konkretną listą. Dodatkowa godzina kosztuje 50 zł, a przy minimalnej wartości zamówienia 135 zł oznacza to w praktyce zlecenie na trzy godziny.
Jeśli mieszkanie ma być doprowadzone do porządku w całości, obowiązuje zwykły cennik: kawalerka 165 zł, dwa pokoje 210 zł. Mycie naczyń to osobna pozycja za 20 zł i akurat po przyjęciu bywa najbardziej opłacalna.
Dwa najczęstsze źródła to kuchnia i tekstylia. Zapach smażonego jedzenia osiada na zasłonach i kanapie i sam nie znika — wietrzenie pomaga tylko częściowo, bo tkanina go trzyma. Jeśli w mieszkaniu palono, jedynym skutecznym rozwiązaniem jest pranie tekstyliów: kanapa od 140 zł, dywan 10 zł za metr kwadratowy.