Pranie dywanu wykonujemy u klienta w domu, metodą ekstrakcyjną. Maszyna wprowadza w runo roztwór piorący i od razu odciąga go z powrotem razem z brudem i większością wilgoci — dywanu nie trzeba nigdzie wozić ani rozwieszać. W Lublinie usługa kosztuje 10 zł za metr kwadratowy, więc dywan 2 × 3 m to 60 zł.
Zaczynamy od dokładnego odkurzenia z obu stron — mokrego brudu nie da się już odessać, dlatego to najważniejszy etap. Potem punktowo opracowujemy plamy, a na końcu pierzemy całą powierzchnię ekstraktorem. Pod dywan podkładamy folię, żeby wilgoć nie przeszła na podłogę, i po pracy odstawiamy meble na miejsce.
W dotyku dywan jest suchy po kilku godzinach, całkowite wyschnięcie trwa dłużej i zależy od grubości runa oraz przewietrzenia pomieszczenia. Najlepiej zamawiać pranie rano i w ciągu dnia trzymać otwarte okno. Mebli na wilgotny dywan nie stawiamy — drewniane nogi potrafią zostawić ciemny ślad.
Uczciwie: nie wszystkiego. Świeże plamy po kawie, herbacie, soku czy tłuszczu schodzą w większości przypadków. Zastarzałe plamy z czerwonego wina, tuszu i krwi — bywa różnie. Nie usuniemy przebarwień od słońca ani miejsc zniszczonych wcześniejszym szorowaniem domowym środkiem: agresywna chemia potrafi utrwalić plamę na stałe.
Do naturalnych włókien podchodzimy ostrożnie — wełna i jedwab kurczą się od wilgoci. Jeśli dywan jest ręcznie tkany albo nie ma metki z informacją o składzie, powiedz o tym przy zamówieniu: część takich dywanów lepiej oddać do pralni chemicznej, gdzie można je wyprać w wannie i wysuszyć w kontrolowanych warunkach.
Dywanowi w salonie wystarczy raz w roku. Jeśli w domu jest zwierzę albo małe dziecko — dwa razy. Wycieraczka w przedpokoju ma swój rytm: od listopada do marca trafia na nią sól i piasek z ulicy, a te są ścierne i niszczą runo szybciej niż zwykły kurz.
Pranie dywanu najczęściej zamawia się razem ze sprzątaniem mieszkania albo z praniem kanapy — ekipa przyjeżdża raz i robi wszystko za jednym razem.